Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/299

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    cież się dobrze, bo teraz nieochybnie nastąpi z Płockim rozprawa.
    — Proszę was jednak o tajemnicę, odezwał się, nie zapiérając Piętka. Płockiego dobrze znam, kolegowaliśmy z nim długo, patrzałem, gdy się dorabiał... Wiem, co mnie czeka i na wszystko jestem zdecydowany...
    — O ile ja, to jest my z żoną oboje pomocni wam być możemy, dokończył Nurski, rachujcie na nas.
    Tak się ten pamiętny wieczór zakończył. Piętka przemarzył noc całą. Położenie jego nie było tak szczęśliwe i łatwe, jak się zdala zdawać mogło, przy składzie znanych okoliczności. Nie miał on wcale zamiaru żenienia się, żył dotąd z dnia na dzień, a choć zapracowywał dosyć, nie wiele mógł oszczędzić. Najskromniejsze nawet przygotowanie domu, służby, gniazdka dla żony, wymagało wydatków przechodzących środki, jakiemi rozporządzał. Trzeba więc było myśléć, zbierać, zarabiać tak, ażeby, nie uciekając się do przyjacielskich usług, do pomocy Werndorfa, samemu sobie wystarczyć. Piętka, nie mogąc zasnąć, układał plany do białego dnia, zdrzymnął się dopiéro nad ranem i zdziwił niezmiernie, gdy służący, budząc go, oznajmił, iż była dziesiąta, i że w saloniku oczekiwał nań Werndorf, o którego powrocie z podróży nic jeszcze nie wiedział...
    Piętka chwycił co najprędzéj ubranie i wyszedł do niego. Na krześle siedział wsparty o stół stary z miną smutniejszą, niż zwykle. Fizyjognomija