Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/296

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Jejmość rozśmiała się stłumionym uśmieszkiem. Nie wątpię, że się wszystko teraz po myśli ułoży, żal mi tylko tego prostodusznego Dekiera, który pono powozy pozamawiał i srebra kazał już robić!!
    — Z rozpaczy, dodał Nurski, będzie musiał na prędce wypisać sobie na Pradze córkę dawnego kolegi... w słodowych kąpielach wypielęgnowaną...
    Cały wieczór, po tak rozpoczętéj szczęśliwie rozmowie, spędzili Orest i Eulalija na poufałéj pogadance. Za obowiązek uczciwego człowieka uważał Piętka wyspowiadać się przed swą przyszłą z życia, położenia, nadziei, prac i tego, co jéj przynosił. Eulalija oświeciła go o swych stosunkach, mówiła mu o swéj młodości, siéroctwie, o tém, jak pojmowała życie. Zgadzali się bardzo dobrze, a te otwarte wyznania uspokoiły oboje, wyjaśniając wiele wątpliwości. W tém wszystkiém to było dziwném i niezwyczajném, iż zdawali się chłodni, rozważni, a jednak, ujęte w formy pewne, uczucie gorące biło w ich sercach. Mówili i teraz więcéj oczyma, niż ustami... Eulalija zdjęła potém z palca skromny pierścionek panieński, Orest miał szczęściem na palcu pamiątkową obrączkę matki, zamienili je w milczeniu uroczystém.
    — W obec Boga, odezwał się Piętka wzruszony, jesteśmy zaślubieni...
    Uścisk ręki panny Eulalii potwierdził ten ślub cichy...