Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/122

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    broć, wspaniałość jego więcéj mnie straszyły, niż unosiły, dlaczego, naostatek, przechodziły po mnie dreszcze, gdy mi się uśmiéchał, trwoga ogarniała, gdy mnie ściskał, jakby mnie miał zjeść lub przynajmniéj pokąsać.
    Ale to, com o nim wprzódy mówił, są fakty, a co teraz wyznaję, to marzenia i dziecinne przywidzenia chorobliwéj imaginacyi.
    — Nazwijmy to przeczuciami! tonem wyroczni, ozwała się hrabina, która znowu robotę rozwijała na kolanach. Mów pan daléj, zaczynasz być interesującym.
    — Niestety, zaczynam i kończę razem, bo na ten raz nic już więcéj do powiedzenia nie mam.
    Hrabia Adam przeszedł się parę razy cicho po pokoju, spoglądając na obrazy, jakby zatopiony w sobie, nagle stanął, oparł się o krzesło staréj panny i począł zwolna.
    — Pozwolicie mi państwo, bym wtrąciłbym' słów parę. Kiedy taki człowiek nowy zjawia się w kraju, użytecznym mu być mogąc i szuka stosunków, dlaczego koniecznie zaczynać od upatrywania w nim złéj strony i wykluczenia go z pomiędzy siebie. Mnieby się by zdawało, że właśnie wciągnąć go należy, podać mu rękę, przyswoić sobie jego siły i pokierować niemi. Tak czyni arystokracyja angielska, a zdaje mi się, że z niéj przykład brać się godzi.
    Hrabia dokończył głosem słabym, zmieszany, jakby się wstydził tego, co mówił, i pierzchnął