Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Roboty i prace.djvu/119

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    stało W. L. przypadkiem hrabiowską ozdobione koroną i zaczął.
    — Powiem więc krótko, iż dom państwa Płockich, który spodziéwałem się znaleść śmiésznym, znalazłem dystyngowanym, że pan Julijusz Płocki, z którym miałem niegdyś szczęście siedziéć na jednéj ławce w dwu klasach, i który naówczas był dosyć niezgrabną bryłą, uszczęśliwioną, gdyśmy go po bułki posyłać raczyli, jest dziś w całém znaczeniu un homme très comme il faul, że ma śliczną żonę, dom przepyszny, i urządzenie jego takie, jakiego mu chyba tylko zazdrościć — nic dodać!
    Hrabina spojrzała zdziwionemi wielce oczyma, przerażonemi niemal, bo się téj apologii po swym protegowanym nigdy spodziéwać nie mogła.
    — A! zawołała, piękna żona! to słowo zagadki.
    — Prześliczna! dodał pan Lucyjan, naiwna, mająca w sobie coś dziewiczego, dziecinnego prawie.
    Któś z towarzystwa roześmiał się głośno, pan Lucyjan zamilkł.
    — Mów pan daléj, rozkazująco odezwała się hrabina.
    — Płocki, gdyśmy z nim razem kolegowali, ani inteligencyją, ani rozwiniętém uczuciem nie celował. Wydawał się tępym, był milczący i zamknięty, z oczu mu nie patrzało nic — próżnia! Nie jestem pewnym, czy chodząc dla nas po bułki, nie zarabiał już coś na tem, ale zresztą nie od-