Przejdź do zawartości

Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

wagi, gdzie chodziło o to aby szwów nie było widać... poznał zaraz iż śniadanie jeść będzie nie darmo. A śniadanie jak obiad i wszystko co szło przez usta do żołądka, było dla niego rzeczą najwyższéj wagi. Nim więc zdjął rękawiczki i siadł — zmierzywszy tylko okiem przytomnych, po których dobrze już się domyślał mniéj więcéj o co iść mogło. Dołęga najprzód się dowiedział co zadysponowano na śniadanie, czy bifsztyk miał być angielski i czy wino czerwone zagrzać kazano. Uspokojony w tym względzie usiadł dopiero, poprawiając włosów i zabierając się słuchać sprawy.
Panowie ci nie przystąpili jednak do rzeczy od razu... przebąknięto o tém i owém, aby przedmiot najważniejszy przyszedł na stół jakby od przypadku.
— Słuchaj no Maryanie — odezwał się Paprzyca po obojętnym wstępie — ty jesteś pono jak domowym u Olesia — znasz go dawno.
— Oleś przyjaciel mój od szkół... serdeczny człek — niemylicie się — wołał Dołęga — nikt się większym na niego wpływem nie poszczyci — na to wam daję słowo...
— No — wiesz co — dodał pierwszy — idzie o rzecz ważną... po tobie społeczność nasza wymaga usługi, którą ocenić potrafi... Aleksander Junosza ma córkę na wydaniu.. panna milionowa...
— Rozumiem! ach! tego mi długo wywodzić nie