Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/107

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Idźże sobie z Bogiem rzekł, nie mamy co dłużéj gadać z sobą...
Osłupiały Szerszeń... którego zostawił samego z lampką i sumieniem, obejrzał się... wypił wino, otarł usta i z zadowoleniem a dumą opuścił świątynię Bachusa... spóźniwszy się do Sylwana już go w domu nie zastał... chłopcu tylko w długiéj dobranemi wyrazy wyrzeczonéj mowie oznajmił, iż Viola upraszała pana Sylwana, aby ją był łaskaw wolną chwilą — odwiedzić...
Zabierając się całą swą przygodę powierzyć żonie i wykazać jéj heroizm z jakim się oparł pokusie — Szerszeń zwolna zażywając tabakę, ze spokojném sumieniem powrócił do domu.