Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ramułtowie.djvu/100

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


śmiać stary. Ale — przepraszam — graj panienka jak chcesz, to ich wszystkich zakasujesz, ani pojęcia tego nie mają co czynią... fuszery! siano wożą za panienką! wszyscy, jak mi Bóg miły. Talentu za grosz... E! co to mówić aktorowie żadni! zbierana drużyna... panienka by, mości dobrodzieju, stołecznéj sceny nie oszpeciła... Jak powiada nieśmiertelny mistrz nasz Szekspir...
— Ale mój drogi, panie Pawle — przerwała żółciowe ekspektoracye Viola — zawsze chciałabym grać jak najlepiéj — potrzebuję porady czyjejś.
— Co, co? krzyknął Szerszeń — a któż z tych z pozwoleniem, osłów, może panience radzić, która masz gieniusz, to jest, mości dobrodzieju, panienka byś ich wszystkich uczyć mogła! Czy nie ten Romeo? Ale, ten się też umywał do Romea... piękny mi kochanek! Do Don-Kiszota podobny... a jak się to zacznie miotać i wiercić po scenie! Któż, mości dobrodzieju tak kocha! Tfu ja mu to mówiłem wiele razy, ale to zarozumialec... jemu się zdaje, żem ja sufler... tak! sufler! a niewie drugi taki cygan, mości dobrodzieju, że ja monarchów grywałem.. i to w Warszawie.
Szerszeń gdy raz się puścił trudno było powstrzymać. Zwykle hamowania podejmowała się żona ego, która ten defekt znała... I tym razem pani Pawłowa, siedząca w okularach nad suknią Julietty, poczęła sykać.
— Dałbyś pokój — stary — dałbyś pokój.