Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


adwokatem, notarjuszem, czem chcesz. Lecz jeżeli myślisz, że wyrok śmierci, zguba całej rodziny, jej nędza i łzy, ogołocenie z ostatniego kawałka chleba przez dzieci niewdzięczne, przez zręcznego oszusta, przez złego sąsiada, z twoją dokonane pomocą, będą ci ciężyć na sumieniu, daj pokój! Jest to prostytucja swego rozumu, talentów, nauki, zdania, swojego czasu, nareszcie i sumienia, pierwszemu lepszemu.
Kawałek chleba tym sposobem nabyty, zgorzknie ci w ustach, bardzo być trzeba głodnym i nieszczęśliwym, żeby sięgnąć po niego. W chwili śmierci, gdyby nam dawano do wyboru nędzę z czystem sumieniem, i złoto od łez spleśniałe, nabyte haniebną przedażą duszy, gorszą od przedaży ciała, wybralibyśmy nędzę. Świat często uniewinnia, sumienie nigdy, i ci nawet co powierzchownie szacują nas, co się nam kłaniają, co nas głaszczą, czynią to z takiem uczuciem, z jakiem psiarz pieści oswojonego wilka. Masz pan ręce i głowę, tysiąc dróg przed tobą — idź i pracuj.
A Gustaw wyszedł zamyślony i słowa Adama i prawnika przypomniały mu Molierowskie: Vous êtes orfevre, Monsieur Josse!
Jednak nie chciał być lekarzem ani prawnikiem.