Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/93

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


warło magnetyczny pociąg, byłby uczuł, że niema piękniejszego, poetyczniejszego żywota nad to dobrowolne poświęcenie się kontemplacji i umartwieniom, byłby uczuł, że wiele ten czyni, kto się zrzeka istotnie świata całego, kto się zrzeka ciała aby duszy działalność, ekstazję, egzaltację pobożną podnieść. Ale na nieszczęście jego (bo któż wie, do czegoby to życie doprowadziło?) Gustaw widział tylko te klasztory, w których dawne życie naukowe i kontemplacyjne zastąpiły starania o wygody cielesne! Niestety! w naszym wieku klasztory nie są czem były. Czyściejsze w nich obyczaje nad te, których opisy w dawnych wizytach biskupich czytamy, ale za to swobodnie, poziomo rozwija się w nich jedyna myśl o żołądkach, o dobrym bycie materjalnym, stanowiącym już tylko jedyny cel mnichów. Dawniejsze ekscesa, były to zawsze ekscesa tylko, występki; dzisiejsze obojętne wegetowanie bez pracy i myśli, gorszem jest, bo przeszło w stan normalny.
Nie mogę być lekarzem, nie mogę być mnichem, będę prawnikiem, — rzekł Gustaw w sobie. Można w tym stanie opiekować się ubogimi, sierotami, dać pomoc uciśnionym i wybrać zawsze sprawiedliwą stronę; można zawstydzić oszukańców, oświecić nieświadomych, podać rękę opuszczonemu i pokazać, że sprawiedliwość się nie kupuje, lecz oddaje; że prawo nie mści się,