Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/91

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XIII.
Klasztor i prawnik.
Taki był Proteusz, mieniąc się to w smoka,
To w deszcz, to w ogień, to w barwę z obłoka,
Dalej co będzie?
Kochanowski, Fraszki. Ks. III.
Jest coś na świecie, kto chce pilnie wejrzeć w rzeczy,
Z czego się dowcip wypleść nie może człowieczy.
Kochanowski, Fraszki. Ks. III.

Więc będę księdzem, — rzekł Gustaw do siebie — i w tym stanie można być lekarzem duszy, pociechą nieszczęśliwych, pośrednikiem między ludźmi a niebem. Zamknę się w klasztorze, ani świat dla mnie, ani ja dla świata. Ja i ludzie nigdy się z sobą zrozumieć nie możem, — zostanę z Bogiem, który mnie zrozumie!
Tak mówił i szedł oglądać klasztory, aby sobie w którym z nich obrać nieznane mieszkanie, grób, w którymby się żywy zasklepił. Lecz jego wyobraźnia dziecinna wystawiła mu te mury głuchemi, twarze ich mieszkańców blade i smutne, wszystko poetyczne i poważne, jak cisza grobowa. Spodziewał się to znaleźć, poszedł, lecz zawiódł się jak zawsze, biedny Gustaw, który ubierał w fantastyczne barwy poezji to nawet, co nigdy poetycznem nie było. I na miejscu posępnych gołych murów, ujrzał ściany białe, czyste, świeże; na miejscu zimnego kamienia,