Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/90

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mózg wyjął z czaszki, czwarty żebra, piąty nogi, szósty serce: słowem nic się ze mnie nie zostało — a ja to czułem. Tłum zaczął się kłócić o swoje zdobycze, zaczęli sobie wyrywać, bić się, wrzeszczeć i uciekać — obudziłem się. Na stoliku pływał knot stopniałej świecy i kości trupie smaliły się w jego ogniu;, moje włosy całe spłonęły, połowa stołu i papiery. Ogień dochodził łóżek śpiących towarzyszy, okropny swąd i kłęby czarnego dymu napełniały izdebkę — zerwałem się, krzyknąłem i padłem!
Po tym okropnym śnie chorowałem długo na gorączkę, straciłem rok nauki, bom nie zdał egzaminu, i wyłysiałem zupełnie jak widzisz. — Może wypijesz trzecią szklankę herbaty?
Gustaw wzdrygnął się, odsunął szklankę, powiódł ręką po czole i podziękował panu Adamowi za jego herbatę. Lekcja anatomji i opowiadanie jej ucznia dały mu miarę wrażenia, jakieby na niego nauka medycyny niechybnie wywarła. Myśleć więc nawet o niej poprzestał.