Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/82

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wpływy ziemskie rządzą jego zapałem, myślami, gniewem, łzami, dobrocią! gdybyś ty widział, że w nim jak w machinie można jednem lekarstwem zapalić miłość, drugiem gniew; że jedno ziarnko opium odrętwi jego mózg, po którym będą chodzić osobliwsze marzenia; że filiżanka kawy, szklanka herbaty, dają poecie natchnienie i zapał, ten ogień święty, który często się gotuje w samowarze; że drugiemu ten sam skutek robi kieliszek wina, trzeciemu wszelkie inne lekarstwo, o! jakbyś gardził tem stworzeniem, Gustawie.
— Nie, — odpowiedział Gustaw — bo gdybym nawet widział tę niewolę duszy, która ciału ulega, mieszkając w niem, nie pogardziłbym nieśmiertelną, której ta chwila próby jest nowicjatem nieba!
— A ciało człowieka — przerwał Adam — ten mikrokosmos, jakżeby ci zbrzydło, gdybyś je widział z bliska we wszystkich stanach przejścia, w jakich się znajduje, nim się rozsypie w użyźniające i pożywne innym stworzeniom popioły! Człowiek urodzony z robaczka, na ciele swojem ma robactwo, we włosach robactwo, robactwo w ranach, które go okrywają, we krwi jego płyną robaczki, w żołądku jego żyją robaki, na dziąsłach i zębach robaki; otaczają go wszędzie, wprzód jeszcze nim go pożrą po śmierci! Wspomniawszy na to, czyż można kochać kobietę? O! Gustawie! to okropnie!