Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/71

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zoczyli wyłączny charakter pism jego i wzięli się do roboty. Zdaje się, że ci naśladowcy, a raczej prześladowcy Walter-Scotta (traduttore tradittore), dali mu poznać sami jego sposób pisania z naśladowań niezgrabnych, i ustalili go w raz przyjętej formie.
Gdyby nie było takich małp literackich, nie byłoby nigdy tego, co nazywamy szkołą; każdyby pisał i myślał tak jak go natura usposabia, właściwie sobie; lecz z ich pomocą formuje się zawsze przy każdej genjalnej głowie wielkie stado mniejszych główek, skierowanych w tę stronę, w którą głowa-typ się obraca. — Są jednak tak szczęśliwi, zupełnie ekscentryczni pisarze, którzy nie dają się naśladować. Taki jest Rychter u Niemców, może jeden tylko. Nie wiem czy o naśladowaniu go pomyślał kto nawet. Hoffmann dziwaczny jak Rychter, nie tak był szczęśliwy, bo prościejszy.
W literaturze dzieła małpy dają się poznać po tem, że nie mają żadnej cechy właściwej; każdy tom jest odbiciem jakiegoś innego, wybranego stosownie do czasu, w którym piszą, i książki jaką świeżo czytali. Mimo tego jest między dziełami ich jakieś familijne podobieństwo.
Do tejże klasy dadzą się policzyć ludzie, którzy we wszystkiem drobne zwyczaje i błędy, a nawet śmieszności wielkich ludzi naśladują. Ci noszą tabakę w kieszeni jak Fryderyk, król