Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Inny biega i szuka myśli, słów, wyrażeń, żeby je przedać za swoje, ukradłszy wprzódy komu. Słyszy kogo ganiącego teatr i jego sztuki, nazajutrz zaraz idzie na wieczór, wprowadza rozmowę o teatrze, aby się popisał wczoraj ukradzionem zdaniem. — I nie umiejąc go poprzeć, dziwi się bardzo, że nikogo nie przekonał. — Cóż to się dopiero z nim dzieje, jeśli ukradzionemu, przygotowanemu zdaniu przeciwne posłyszy! Okropna walka i niepewność! oba zdania równie mu się zdają dobre do wzięcia, choć są sobie przeciwne: kręci się, myśli, otrząsa i idzie dalej. — On chwyta całe myśli co do słowa i pakuje w swoją rozmowę; zbiera swój zapas umysłowy, jak ubogi gałgany po śmieciskach. I jego też głowa podobna jest do sukni nędzarza, zszytej z kawałków, które się raz pierwszy tak blisko spotkały.
Tacy to ludzie namiętnie lubią przysłowia, które gotowemi będąc do użycia, dając się stokroć nakręcić, bardzo im posługują. Gdzie niema myśli, tam może być przysłowie; jest to bardzo wygodnie, i dlatego zapewne przysłowia zowią mądrością narodów, chociaż one wcale co innego dowodzą.
Znałem osobliwszą małpę, która usłyszawszy zdanie jakie, myśl, sposób mówienia, nie dalej jak w kwadrans powtarzała je przy tych samych osobach, które tylko co toż samo z innych ust słyszały.