Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/278

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dnie w brzydką kałużę ziemi, skosztuje rozkoszy, powala się i pożałuje swojej białej sukienki i świeżych myśli młodego wieku i marzeń, które mu pokazywały coś niepojętego, nadziemskiego w rzeczach prostych i brudnych.
Nie wszyscy poeci piszą, niektórzy czytać nawet nie umieją; ich charakter, natchnienie, zapał, czynią ich poetami; a te, czy się wyrażają w właściwej poezji czy plastycznie, czy w życiu czynnem, te ich czynią tem, czem są, nie forma, pod którą się ich charakter, zapał, myśli krystalizują. Wiersze nie stanowią poety — można być (jak bardzo wielu) wierszopisem bez iskry poezji, można być poetą nic nie pisząc.
Jest poezja w muzyce, w malarstwie, w rzeźbie, w książce, w myślach, w mowie, w życiu, w sposobie widzenia rzeczy, w najmniejszych drobnostkach, — i więcej daleko jest jej tak rozprószonej, wypotrzebowanej na codzienne sprawy człowieka, niż schowanej i zasuszonej w książkach.
Nikt nie wytłumaczy dostatecznie życia prawdziwego poety, który jest zawsze do połowy szalonym, nikt uczuć jego, zapałów i smutków nie pojmie, jeśli w nich nie był. Bo poeta jest to istota ekscentryczna, różniąca się tem tylko od szalonych, zamykanych w szpitalu warjatów, że czasem na chwilę powraca z kontemplacyjnego życia swego na ziemie i rozerwane pasmo