Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


swoje, — Baronostwo, mógł sobie kupić za kilka tysięcy reńskich.
I ten wesoły pijaczyna, który od rana do wieczora tonął w kuflu, śpiewając pieśni swojej młodości, który pragnął nadewszystko nigdy nie mieć rozumu, i zawsze pić, pić, — i skonać pijanym.
I ten kupiec tłusty, rumiany, którego łatwe szczęście było w fortepianie córki, nowym fraku syna, podrożałych towarach i uszlachceniu nakoniec.
I ten chłopiec młody, motyl latający od kobiety do kobiety, z uśmiechu na uśmiech, z roszkoszy na rozkosz; którego szczęście było w pocałunku, którego raj był w uścisku, którego niebo było na kolanach każdej kobiety.
I ten posiwiały i łysy starzec, który szczęśliwy był opowiadaniem przygód swego życia przy kominie otoczonym wnukami, — który się modlił z ufnością, umierał spokojnie i tyle użył świata, że go więcej uie pragnął, ani po nim płakał.
I ten poziomy gad, z kroplą witrjolu w głowie a kawałkiem lodu w sercu, z piórem w ręku i papierem, na którym marmecydskie swoje zostawiał robótki i co zszywał swoją sławę z mózgów nieboszczyków, sam siebie chwalił, marzył wieńce laurowe i umarł sławiony przez większą połowę swojego świata, bo jej pochle-