Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/257

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


w imieniu całego sąsiedztwa, które obrało mnie za pośrednika do WP. Dobrodzieja, znając od lat tylu moje poświęcenie obywatelskie, iż zawsze byłem gotów służyć każdemu...
— Powinszowaniem — pomyślał Gustaw w duchu.
— Otóż Mości Dobrodzieju! Sąsiedztwo w imieniu mojem, to jest ja w imieniu sąsiedztwa, śmiem WP. Dobrodzieja przestrzec, iż różne uwłaczające Jego honorowi pogłoski zaczynają krążyć o...
— Naprzykład? — zawołał śmiejąc się Gustaw i dumnie podnosząc głowę. — Cóż to jest?
— To jest, to jest, jeszcze nic — odpowiedział Perełka trochę przelękniony — ale unikając złego przykładu, jak mówi pani kasztelanowa, dla młodych osób i zapobiegając gawędom niesłusznym, któreby stąd urosnąć mogły...
— Cóż? gadaj!
— Śmiem przestrzec WP. Dobrodzieja, że pan Alfred nadto często i w podejrzanych godzinach tu bywa.
Gustaw porwał się gniewnie, jakby go dopiero w tej chwili myśl okropna uderzyła.
— Któraż to jest ta podejrzana godzina? — zawołał — i co komu do tego, że czytamy razem i bawię się długo w noc, że pan Alfred będąc moim przyjacielem bywa u mnie?
— Ale, bo... kiedy Pana niema w domu, obserwowano...