Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszystko rozstrzygnie! dokąd pojedzie, czy na prawo gościńcem, czy na lewo do nas! — Wlepiła oczy i tęskno opuściła ręce... Pojazd pojechał na prawo, porwała książkę i zniechęcona zaczęła czytać, ale nie długo; bo znowu mimowolnie oczy jej wróciły się na trzecią drogę. A na trzeciej drodze nic nie było! nic prócz wielkiego stada wołów i owiec! Mimo tego Łucja miała przeczucie gości, choć nie słyszała sroki krzyczącej na płocie, choć nie widziała umywającego się kota. I znowu spojrzała na pierwszą drogę. O zdziwienie!
Przez ten czas jak w inną patrzała stronę, mniemany wóz siana zmienił się w dwa pojazdy, które już zakręcały na dziedziniec. Postrzegła, rzuciła książkę, wywróciła tacę z filiżankami i porwała Gustawa za rękaw.
— Gustawie! zawołała z iskrzącemi oczyma — goście jadą, chodź!
— Niech sobie jadą! — odpowiedział zimno, nie podnosząc oczu z książki.
— Chodźmy ich przyjąć.
— Idź, jeśli chcesz.
— A ty?
— Ja zostanę.
— Jakto? — Gustaw nic nie odpowiedział, Łucja niespokojnie spojrzała na zajeżdżające już pojazdy i zbliżyła się do niego.
— Mój Gustawie — odezwała się słodziu-