Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/231

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i przekonawszy się, że byli ludźmi tylko jak wszyscy, zaczęli się nudzić.
Ten wypadek był nieuchronny. Marja i takie jak ona kobiety, namiętne, a poziome, żyjące sercem, nie myślą, nie zrażają się słabością i wadami, widząc je nieoddzielnemi od człowieka. Łucja zarozumiała, siebie widząc doskonałą, brzydziła się temi dowodami człowieczeństwa, które dostrzegała w Gustawie. Po niewczasie poznali oboje, że nie dla siebie byli stworzeni: jemu Marji było potrzeba, biernej, posłusznej, któraby mu patrzyła w oczy całe życie i słuchała go łagodnie, pokornie, zawsze przywiązana, nigdy nie zrażona; jej trzeba było człowieka bez głowy, którymby mogła władać jakby chciała, któryby nie miał zdania nad jej zdanie, myśli innych nad te, któreby mu mieć kazała, któryby był dla niej, czem jest księżyc dla słońca.
Jak wszystkie kobiety literatki, które w literaturze szukają tego samego, co w stroju, pojazdach, balach — to jest pochwał i oklasków, Łucja była nadzwyczaj próżną. Przed tymi, co ją zrozumieć mogli popisywała się erudycją à la Morgan, z krytyką i zdaniami à la Staél; przed innymi ze swoją twarzyczką, którą każdy rozumiał, bo była bardzo piękna. Lubiła się stroić, jeździć, bawić, i wkrótce spokojny Wasilków Gustawa pełen był gości, których wdzięki i dowcip gospodyni przynęciły. — Każdy pojmuje, jak