Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/191

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wowi. W moment całe sąsiedztwo wiedziało o tym przypadku, domysły, potwarcze z ust do ust płynęły, każdy inaczej rzecz opowiadał. Wszyscy ze zgrozą. A jednak któż nie wie, że tylko cnota jest pobłażającą, że kamień rzucony na nieszczęśliwego tylko z ręki faryzeuszów wypaść może!
Oleś powrócił do domu i wieczorem przygotował pistolety; nabił, odwiódł kurki, napisał list do Marji, wysłał go, zamknął się, siadł i myślał długo, kilka razy próbował się zastrzelić, próżno! nie miał dość siły. Położył się spać i nazajutrz wyjechał za granicę. Powiadają, że tancerka z opery w Paryżu, dla której majątek stracił, wielce go kochała, aż do ostatniego dukata. Co się dalej stało, nikt nie wie, i ja nie zgadnę.




V.
Oboje.
HELENA.
Daj Boże, aby przyniósł co pociesznego.
Kochanowski.

Marja i Gustaw nie wyszedłszy jeszcze z tego szału, który ich owionął w czułej dziecinnej rozmowie, przytuleni do siebie jechali do Wasilkowa. Gustaw był szczęśliwy, ale jego