Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/183

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


że nikomu książek nie pożycza, bo najwięcej tym sposobem ginie! Nieużyty jak wszyscy ludzie, niska dusza!
— I nikogo z nas na objad nie prosił — dodał nareszcie pan Perełka — ani się polecał przyjaźni, tak na zimno się pożegnał.
— Prawda, że to szkaradne nadużycie — dodał Kryptoped — jeźli ma być literat, poeta, czemuż z nami żyć nie chce?
— Zapewne dumny, jak wszyscy bogaci — rzekł pan Płaksa.
— Ale nic to! dam ja jemu! — odezwał się Perełka — jak napiszę na niego krytykę!
— Nie krytykę, mów, ale satyrę — przerwał Kryptoped.
— To wszystko jedno.
— Ale nie jedno!
— Jakto nie?
— Nie pojmuję — przerwał im Płaksa — co ty masz za przyjemność krytykować, wołałbym płakać nad ludzkiem plemieniem, na tym padole łez.
— Ty masz charakter zbyt ostry!
Oczy pana Perełki zaiskrzyły się z radości, gdyż chciał uchodzić za satyryka; uśmiechnął się, kiwnął głową i poszedł.