Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/177

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pan Perełka, kończąc we drzwiach jeszcze jakiś koncept w sieni zaczęty, który jego towarzysze głośnym śmiechem przyjmowali. Mały, czerwono nakrapiany, z maleńkiemi oczkami, z nosem wklęsłym, z szerokiemi usty, z czupryną w poetycznym nieładzie, w wytartym fraku i brudnej bieliźnie, którą umyślnie starał się brudną dla reputacji roztargnienia utrzymać, wszedł ten genjusz wiejski. — Jak go witano, jak konceptami i wierszykami strzelał, jak mu się kobiety wdzięczyły, lękając się jego mniemanego dowcipu!! potem wskazano mu Gustawa, i naturalnie jako literat do literata skoczył z rekomendacją natychmiast pan Perełka, i emfatycznym stylem starego romansu, z prozopopeją, która w jego mniemaniu dobry ton odznaczała, zaczął najosobliwszą rozmowę.
— Słyszałem, wiele słyszałem o Jego pracach, — odezwał się do Gustawa, — mianowicie w poezji! Ale w druku nic jeszcze podobno nie mamy?
— Nic nie drukowałem dotąd, — odpowiedział Gustaw kwaśno.
— I ja jeszcze nic, — rzekł pan Perełka, — chociaż piszę wiele! Czułem w sobie inspirację, powołanie, ale ubóstwo, panie, interesa, gospodarstwo! Trzeba pracować na kawałek chleba. W jakim rodzaju Pan Dobrodziej pisze? w smutnym, elegjackim, jak się domyślam?