Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/137

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dowiadywałam się o tobie, jesteś ubogi, poczciwy i pracowity, — weź to nie jak odemnie, ale jak od Boga.
Przerwał im jurysta, który oparłszy się o stół kiwał głową.
— Dzieciństwem byłoby, rzekł do Gustawa, gdybyś Waćpan miał odmawiać tego dobrowolnego daru, który go może uczynić niezawisłym i szczęśliwym na całe życie. Jeśli cię delikatność wstrzymuje, dodam, że dzieci pani Hrabiny na ten dar chętnie zezwoliły, gdyż proces ich z matką przegrany, nic im nie ujął, lub bardzo małą część z tego, co niesprawiedliwie posiadały; rade więc są, że się tą ofiarą okupiły od gorszych daleko skutków, któreby poszły za całkowitem spełnieniem dekretu.
Gdy jurysta tak mówił, oczy głuchej staruszki biegały to na niego, to na Gustawa, chciała widzieć z jednego, co mówił, z drugiego, jaki to na nim skutek czyniło.
Wreszcie pochwyciła.
— Musisz przyjąć, przyjmiesz! Będziesz sobie żyć spokojnie, czytać i pisać, bo słyszałam, że to lubisz. Będziesz miał wieś, wszak nie lubisz miasta? wieś w pięknem położeniu. — Ożenisz się, i przynajmniej zamkniesz mi oczy, a może zapłaczesz po mnie, czego dzieci pewno nie zrobią, choć Bóg widzi, żem im tylko dobrze czyniła, a one mi się najczarniejszą wypłaciły