Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sze ludziom, że najlepiej robią kiedy o sobie myślą.
— Prawda, moje dziecię, takich najwięcej, ale Bóg dobry. Przyjdź do mnie jutro, moje serce, koniecznie przyjdź, bardzo proszę, długom się ja Waćpana naszukała, bo mi ten dług ciężył.
— Żaden dług — to było moim obowiązkiem.
— A moim jest wdzięczność, — odpowiedziała staruszka, — przyjdź jutro o tej porze, przyjdź, moje serce.
— Moje życie, — pomyślał Gustaw, — zaczyna być podobne do powieści moralnej Marmontela.
Otóż i rowiązanie! nagroda niezawodna, za rzecz, która się nie powinna nagradzać, bo tego nie warta. W powieściach tylko wolno moralistom, których opowiadanie niczego nie dowodzi, jak wszystko co jest dowolnie wymyślone, w powieściach tylko wolno im dzieci zachęcać do cnoty nagrodą. Ale w rzeczy, samej i to, jak wiele innych świata tego rzeczy, nie ma sensu. Cnotę potrzeba wypełnić dla cnoty, nie w myśli nagrody, inaczej będzie to prosta przedaż: — ja ci to — ty mnie to, i kwita! Jeśli staruszka zechce mnie nagrodzić, nie przyjmę tego, pomyślał, raz, że ratunek, którym jej przyniósł, niewart jest tego, drugi raz, że uczynki z serca pochodzące, sercem się