Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niejszych pieniędzy! Księgarze, którzy handlują rozumem, nauką, poezją, jak drudzy solą i woskiem, są prości handlarze, żadnej w nich duszy, uczucia, względu, żadnego poważania dla talentu, skoro tylko ten nie przynosi pieniędzy; u nich są wiadomości o cenie płodów umysłowych, jak u drugich kupców o zbożu i drzewie.
— Teraz, — pisze jeden do drugiego, — poszły w cenę poezje, romanse spadły, słowniki płacą, naukowe książki sam czas drukować i t. p.
Dla tych kupców może Camoens umierać w szpitalu, Chatterton otruć się sto razy, Homer błądzić po jałmużnie, Chenier pójść pod gilotynę, Tasso gnić w więzieniu; oni spokojnie żyć sobie będą ich mózgiem, ich duszą, ich zapałem, nie czując ani iskry wdzięczności, ani odrobiny czucia. Dla nich najpiękniejsza książka jest ta, co się najlepiej przedaje, słowniko-pisarz, kompilator dla nich jest śmietanką genjuszów, bo jego karłowate robótki najgęściej się przedają. Są to kupcy, kramarze i nic więcej, żaden prawie nie zna się nawet na tem, co przedaje, a każdy ma sobie za obowiązek chwalić dzieła najdroższe. Rachować na nich, że wesprą talent i pomogą jego rozwinieniu, jest to sądzić, że kupiec będzie się troszczył o zasianie pola, kiedy bez tego za pieniądze gotowego zboża dostanie.
Najpocieszniejsze są płacone przez nich krytyki i pochwały, gdyż każdy ma zawsze