Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/127

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


król macedoński (którego mocno przepraszam, że go z grobu wyciągam), powiedział bardzo rozumnie, że dzieci cackami, a ludzie dorośli przysięgami się bawią. Jest to dosyć dobra zabawka, szkoda tylko, że się łamie tak często. Wieczne odpocznienie Filipowi Macedońskiemu!




XXI.
Niemasz dziś, jedno kupcy a rataje!
Kochanowski, Satyr.
Gdzieby w ludziach nie było takiego starania
O te biedne pieniądzo?
Kochanowski, Satyr.

I znowu powrócił Gustaw do miasta, chociaż miast nie cierpiał, ich ruchu, ciasnoty, krzyku, ciężkiej atmosfery, ludzi samolubów, kobiet bez wstydu, dzieci zestarzałych przed młodością, młodzieży moralnie umarłej przed dojrzeniem, zepsucia pod wszystkiemi kształty, przedajności wszystkiego, zacząwszy od ciała, skończywszy na duszy. Lecz cóż począć było, poeta nie miał nawet kątka na szerokiej ziemi, gdzieby mógł marzyć spokojnie, nie miał drzew, którychby cień należał do niego, kwiatu, któryby mu kwitł i pachniał, musiał wracać do miasta, do murów, do steku ludzi i błota, bo miasto do każdego należy, kto mu zapłaci; wieś jest żoną wierną, miasto nierządnicą, wszystkich za pieniądze przyjmuje!