Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/112

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie jestem ubogi, bo mam dosyć — odpowiedział Gustaw obrażony — i nikogo o nic nie proszę!
— Nie prosisz o nic, nikogo, o nic? — podchwycił prędko pan Werner, biorąc go niby za słowo — nigdy nie prosisz? nie będziesz prosił?
— Nigdy!
— Poczciwy Gucio! — rzekł wuj rozczulony, — niechże cię uściskam! Jakże się cieszę, że niczego nie potrzebujesz! jużem się lękał!
— Dałem do stołu! — zawołał służący.




XVI.
Polowanie.
— wolałem po gęstych dąbrowach
Prędkie jelenie gonić, albo dzikie świnie,
Anim ja sobie tego za niewczas poczytał,
W budzie leśnej się przespać!
Kochanowski, Odprawa Posłów Greckich.

W nocy śniło się Gustawowi, że był mężem Maryni, że uczył swoje dzieci, że siedzieli pod altaną bzów kwitnących, a nad nimi świecił księżyc i słowiki śpiewały. Piękny to był sen, lecz krótki! Nagle trzy harapy i dwie trąbki