Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Poeta i świat.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jej wstążkę różową, codzień się modlił za nią, codzień ją wspominał, potem co tydzień, potem co miesiąc, potem czasem tylko, kiedy kwiatek, drzewo, zapach lub dźwięk znajomy dawne mu czasy przypomniał.
Po czterech latach w pięknym dniu czerwca wybrał się do państwa Werner.
Byłoby dzieciństwem opisywać jego uczucia, na widok miejsc tak dawniej mu znajomych, tak lubych. Ta chwila odrodziła go na nowo dziecięciem, i cztery lata męki zatarła w pamięci. Zdawało mu się, że jeszcze zbiera kwiatki na łące! Któż opisze te uczucia na widok miejsc znajomych! uczucia, które zna każdy, nawet zwierzę! Jest w nich coś nadziemskiego, niepojętego, ekstasis poetyczna u najmniej poetycznych ludzi, łzy u najweselszych, śmiech u najsmutniejszych! O młodości! złoty wieku życia! człowiek kiedy cię już postradał, jeszcze żyje twojem wspomnieniem, i zjadłszy owoc obrany z łupiny, chciwie potem łupiny same zbiera po drodze! O młodości serca, o młode głowy! niech starzy gderzą i zbierają pieniądze, wasze pamiątki i rozkosze droższe są od tamtych skarbów; one zostaną na ziemi, wy swoje poniesiecie do nieba. O młodości! dziewictwo duszy! któż w szczęściu twoich łez nie pożałował?
Któż otarłszy się między ludźmi, wspiąwszy się wysoko, nie zrzuciłby swojej sukni i nie