Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


świat strzeliła, ze światem je spaja i ogniwem łączy niewidomém z miljonami umarłych, z miljonami żyjących, z przeszłością i z przyszłością całą.
„W chwili gdy piérwsze słówko dziecię wybełkocze, ileż to radości w domu! zbiegli się wszyscy żeby je usłyszéć, każą powtarzać, zdumione onieśmieliło i milczy, jakby się samo głosu swojego ulękło, łza potoczyła się tylko. Znów kiedyś wśród ciszy, kiedy je matka sama lub niania słyszéć będzie, powtórzy to słowo piérwsze dziecina.
„I poleciało w świat słowo, pytaniem, skargą, żądaniem, westchnieniem, a drżąca warga co je wyrzekła, ozłociła się uśmiechem zwycięztwa. Poleciało na świat słowo, myśl z niém leci i wita wszystkie cuda ziemi, nurtuje przepaści, wzbija się na wyżyny, ciekawa, niecierpliwa, rwąc się ku otaczającemu. Słowo doleciało aż do Boga i myśl za sobą pociąga, zstępuje do otchłani nicości i zagadło o życie samo.
„O! w dzieciństwie myśl co chwila roztrąca się o wielkie zagadki, bije o zadania wieków, dopiéro późniéj zwalana, bezsilna zanurza się w kałach i gnuśnieje w nich spoczywając. Któż