Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/70

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ani słowa pociechy, ni serca braterskiego! Zmarł dla nich Chrystus pówtóre, ukrzyżowali go znowu, w niemym złożyli go grobie. A jeźli go wywołują, chcą Boga czynie wspólnikiem swych namiętności i szałów! W świętém ewangelii słowie dla nich kamień obrażenia, wyrwą z niéj martwą literę, ducha wycisną żywego, a zimném, próchnem chcą świecić na nocnéj swéj fałszu drodze! Pójdziesz ze świętego domu w świat szukać w Chrystusie braci, a znajdziesz tylko skalanych, upadłe dzieci szatana, które po wodzie chrztu czystéj, obmywają się w kałuży.
„Wielkie miłosierdzie Boże! któż wie, ty będziesz przykładem, ty im będziesz nawróceniem, możeś już napiętnowany, a Bóg naznaczył w kolebce czoło twoje na mieszkanie wielkiéj myśli, a usta na wieszczą pieśń nawrócenia!
„Może wśród ochrzczonych pogan, ty będziesz Janem, zwiastunem przyjścia ducha miłości, pokoju, ducha mądrości i zgody! Rośnij w mądrość, rośnij w siłę i w pokorę; a anioły niech ci szepczą u kolebki, co ty w życiu swém odśpiewasz zdumionemu braci światu!!
„Kolebko! kolebko! łoże największéj zagadki,