Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żyje już drugiemi, i błąkając się po świecie, podsłuchuje cudzego życia, — kolebka się kołysze, kołyszmy się nad kolebką! Już nie jedna śpiewa niania, już jéj wszyscy śpiéwają — każdy ze swoją przyszedł piosenką, kto z czém mógł, — ojciec, matka, babka, siostra, braciszek i niania, i gość i kapłan.
„Cicho! cicho! posłuchajmy, kołyszmy się nad kolebką.
„Pieśń matki pierwsza, jest pieśnią przeczucia.
„Życie moje, aniołeczku — szepcze cicho — śpij dopóki cię nie zbudzi boleść, smutek, ręka Boża, ręka ludzka, spij, sza! cicho, cicho! cicho! Wszyscy my tu w około ciebie, ja i ojciec, przyjaciele i aniołek nad głowami. Złote skrzydła mu szeleszczą, rączki wyciąga do ciebie, szmerem kolebki kołysze... spij kochanie, spij!.. Sen twój drogi, sen posilny — daléj, daléj nie stanie czasu na sen taki. Sen dzieciństwa a sen męzki, jak odmienne, jakie różne, na dnie naszych snów trapionych męty wczoraj, wyziew jutra; w twoich są same nadzieje. Patrzysz przez ich złote wrota, i nie widzisz, że za niemi stoi wielka przepaść czarna! Spij kochanie, spij! O! gdyby