Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/60

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Znowu zbudziło się dziecię; — co ci to znowu dziecino?
„To blask ją obudził! — odpowiedziała piastunka.
„Zakołysali — usnęło, tuli znów oczęta — czemuż się tak wzdryga i rzuca?
„Na drugim krańcu ziemi, brat zdradził brata, krew, nie krew może; łza, nie łza nawet, słowo spłynęło ciche ze zranionego serca, i ot budzi się jeszcze dziecina.
„Spij dziecię, spij kochanie, kołyszą je do snu znowu — spij i marz gołąbku!
„Ale oczy otwarło, rozżaliło się i płacze.
„Cóż mu znowu sen przerwało?
„Ach! tam kiedyś daleko było dusz dwoje, które sobie przysięgły w niewiekuistym życiu wiekuistą miłość, i potargały pęta, które utkały nadzieją... a dziecię poczuło i zapłakało.
„Nie dziwcie się niemowlęciu, sen jego wszystko przerywa, zdrada, miłość, bój, modlitwa, — o miękkie jego serduszko kołaczą niewidome, miotają niém, i zasnąć nie dają.
„Śpiéw niani, cichy, drzemiący, nie zagłuszy pieśni wielkich świata; jeszcze sobą nie żyjące,