Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wszystko co się po świecie dzieje, ono jeszcze nie oderwało się od ludzkości, nie odcięte od niéj, czuje z nią ruch jéj każdy, drga wielką jéj boleścią. Późniéj będzie to człowiek; a człowiek już sam sobie światem całym, i nic nie usłyszy nad to, co zechce posłyszéć.
„Śpij dziecino! śpij gołąbku! woła piastunka, i znowu je usypia.
„A już mu w uszko wciska się pieśń inna, przylatająca zdaleka.
„Słyszy gwary, słyszy szmery, wrzawę i spory ludzi, bój to inny, bój drugi, bój słowa, straszniejszy może od walki rąk i piersi. Tam z pobojowiska dusze ulatujące poległych wojowników, anieli niosą do nieba; tu tylko ludzie na ludzi czatują, tu szatan dmucha, ostrzy im wyrazy, nabija myśli brato-bójcze, celują do siebie, rażą się, zabijają, powstają upiorami zabici, plwają w twarze rodzonym, i sądzą że z tego wrzątku prawda urośnie!! Ślepi! ślepi! wrzawę i spór szatan gotuje w kociołku, a Bóg jéj nigdy nie błogosławi; z boju braci rodzi się tylko nienawiść, jak ze zgnilizny robactwo.