Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Podróż do miasteczka.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ojcowie nie płacą tylko pacierzem, a robotnicy u nich wszyscy dla miłości Bożéj pracują, nakarmią przecie, przytulą, będziesz miał dach i będziesz między swojemi, bo wszyscy co dla Boga pracują, są braćmi i jedną wielką rodziną. Tak począwszy rzemiosło, daléj cię już Opatrzność poprowadzi, nie wątpię. A no nie zapominaj dwóch rzeczy, idąc patrz na krzyż, abyś się nie obłąkał i z drogi wielkiéj nie schodź, a przyszedłszy do miasta, idź wprost do klasztoru nie zatrzymując się nigdzie...
Ojciec mówił, syn słuchał, ale nogi mu drżały, tak mu się chciało samemu, wolnemu jak ptak wybiedz w świat, w głowie mu się marzyły dziwy, bo choć widział miasto zdaleka, nie był w niém nigdy, i nigdzie jeszcze nie puszczono go tak swobodnie na własny rozum i wolą.
Nie zapaśno go ojciec wyprawił, ale było kilka groszy w węzełku, coś rzeczy w tłomoczku, rzemiosło umiał, o roboty było łacno, siły i zdrowia Bóg nie poskąpił, nadziei i ufności w przyszłość pełne były kieszenie.
Stary nareszcie pocałował go w głowę, matka się rozpłakała, bracia stryjeczni, siostry cio-