Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Piękna pani.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Łamałem sobie głowę nad tem, jak to uskutecznić, gdy na myśl przyszedł mi hrabia i natychmiast siadłem pisać do niego, prosząc go o pożyczkę, a zarazem malując mu stan, w jakim mnie choroba postawiła. Obrachowałem, że nim przyjdę do sił zupełnych powinienem otrzymać odpowiedź. Przyłączyłem do listu drugi do Halki z podziękowaniem za jej poświęcenie i staranie, które teraz ostygnąwszy, lepiej zacząłem oceniać.
Tymczasem wstawszy zaledwie z łóżka, błądziłem jak ośmnastoletni dzieciak po miejscach, które mnie wspomnieniami karmiły, szukając wszędzie śladów znikłego bóstwa, upajając się pozostałą po niem wonią pamiątek.
Siedziałem raz na ławce w ogrodzie, gdy stary doktór, który mnie rzadziej coraz odwiedzał, nastręczył się niby przypadkiem. Jakkolwiek ostygły już i obyty z życiem, widać litował się nademną; siadł, naprzód troskliwie zaczynając rozpytywać się o zdrowie moje.
— Człowiek, — rzekł po chwili obojętniej rozmowy, — ma prawie w mocy swej chorobę, którą silną wolą, gdy chce, pokonać może. Najwięcej słabości przychodzi na nas z winy własnej, z namiętności, z braku energii, która cudów dokazuje, gdy jej użyć zapragniem. Wielkie wrażenia, które obudzając wolę uśpioną, stają się nie raz lekarstwami, może człowiek zastąpić silnem postanowieniem i dźwignąć się ciałem, byle duszę pokrzepił. Wierząc tylko w moc swoją, powtarzam panu, cudów nią dokazać można.
Uśmiechnąłem się na te słowa. On kończył:
— Ale kiedy się człowiek podda namiętności, kiedy zwątpi o sobie i obezwładnieje, próżnoby go do życia powoływać środkami zewnętrznemi, materjalnemi, gdy sam doń powrócić nie chce. Pan jesteś zdrów i można odzyskać siły, byle wola — powtarzam.
— A to jak? — zapytałem.
— Mówmy szczerze, — rzekł ciszej, — jesteś pod