Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Piękna pani.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nieborak schwytany na drodze do Londynu, osiadł u wód dla niej, i wzdychał, a grał od rana do wieczora. Codzień miewaliśmy go na śniadaniu, na objad, na herbatę wieczorem, i do późnej nocy, towarzyszem wszystkich przechadzek, nieustannym gościem w domu; muzyka tak zajęła Laurę, że nie wstawała od fortepianu.
Przez parę tygodni była nią i wirtuozem zajęta namiętnie; do pierwszej po północy siadywali pod pozorem nut i melodji na taboretach przy Erardzie i unosili się wzajem nad genialnością swoją; aż przybyły młody dyplomata wyrugował muzyka z łask Laury, która zachorowała na politykę. Było to bogate książątko, dla mnie zagadka niepojęta, istota sztuczna, i tak z człowieka przerobiona na lalkę, żem się nie mógł wydziwić, jak to żyło i czodziło po świecie. Hrabina znajdowała go zachwycającym: w istocie miał wiele tego francuzkiego dowcipu, który gotowy się nabywa, jak suknie szyte w magazynie, ale też tyle wart, co tandetne odzienie. Z dyplomatą powtórzyła się historja muzyka: czytano wiele i pisano wiersze, bo był na nieszczęście francuzkim poetą, i autorem zbioru pod tytułem: Les étoiles, pochwalonego w feljetonie Indépendance przez Lecomt’a!
Rozpoczął nawet poemat na cześć hrabiny: L’amour et la mort; ale wstęp tylko wykonany został, gdy młody malarz, Włoch który odebrał złoty medal na wystawie paryskiej, przedsięwziął portret Laury malować, i dyplomatę odprawił. Malowanie portretu, mającego być arcydziełem nieśmiertelnem, wymagało długich godzin; wejrzenie musiało się spotykać co chwila, zbliżały dłonie, rozmowa ożywiała się rozprawami o sztuce, i skończyło się na tem, że malowanie szło coraz wolniej, ale malarz uznany geniuszem, zasiadł u nas w domu, zarysowując całe albumy prześlicznemi pomysły, a niekiedy dziwacznemi karykaturami.
Zapóźno niestety doszedłem, żem wpośród nich poślednie zajmował miejsce, pod postacią komara, któ-