Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/89

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


to ta o której mi mówiłeś, że się masz starać ochotę — je vous en fais mon compliment, jak poziomka... Tylko, savez-vous coś bardzo śmiało patrzy...
Margocki stał olśnięty także i napuszony nieco.
— Hrabio — jeśli mi trochę pomożecie — będzie moją. Tylko starego trzeba nastraszyć odebraniem dzierżawy i procesem przy wyjściu, a wezmę ją... i będę wam wdzięczen do śmierci.
Zamyślony hrabia nic nie odpowiedział — potem się zwrócił do Margockiego. — Czy i posażna? — spytał.
Plenipotent nie zastanowiwszy się szepnął: — sto tysięcy talarów.
— Dla ciebie!! — rzekł hrabia, — a toć to niebiosa by się otwarły!... tu ferais le grand seigneur a ton aise, avec cent mille — pardieu — sachant le faire sans sous ni maille.
Ostatnie wyrazy były impertynencyą, ale Margocki od dobrych swych przyjaciół przyjmował wszystko jak teraz skrzywionym uśmiechem.
Tymczasem Zosię zaczepiała hrabina, nie mogąc inaczej, po francuzku, gdyż w polskim języku zaledwie się z lokajem i ogrodnikiem rozmówić mogła. Zosia mówiła pięknie i łatwo, nie zakłopotało ją to bynajmniej.
— Słyszałam że pani jesteś bardzo muzykalną, — rzekła, — to mnie cieszy, z trochę egoistycznych powodów. Carita... muzykalna także, na cztery ręce ani umie ani chce grać... a ja to tak lubię!!
— A pani, — odpowiedziała Zosia, — ja i muzykalną tak bym się ośmieliła popisywać, nie jestem, i na cztery ręce nie grywam wcale.
— A moje dziecię — to będzie dla ciebie z korzyścią