Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


ła jak kolano pokryta czarną czapeczką, oko niewielkie wypukłe, nos garbaty, dawały mu jedną z tych twarzy, jakiemi Orłowski starą szlachtę swą piętnował. Był też pono szlachcicem pan Warmski, znany pospolicie pod nazwiskiem Eliasza. Za młodu służył pod Kościuszką, lat swoich dobrze niewiedział. Nosił też na kapocie zawsze kawał starej wstążki virtuti militari. Od czasu, jak na jedną nogę w kampanii okaleczał i okulał, dostawszy się tu do kościoła, już go nie opuszczał. Utrzymywany jego staraniem, był w największym porządku i czystości. Kanonik i on żyli w prawdziwej serdecznej przyjaźni. Eliasz kochał też Julka jak własne dziecko, matkę jego poważał, służył i im też z wielką serca radością i był szczęśliwym aż do przybycia ks. Leona. Pierwszy raz go zobaczywszy zaraz, pokiwał głową, niepodobał mu się, — ten nam piwa nawarzy! — rzekł do siebie, — z oczów mu patrzy źle! o! źle!
Zdaje się, że Eliasz też nie miał szczęścia się podobać ks. Leonowi, bo od pierwszych dni, wiecznie coś miał mu do zarzucenia, a stary nie krył się z tem, iż go znieść nie mógł. Nie uchybił mu w niczem, nie sprzeczał się nigdy, nie odpowiadał nawet, gdy się odzywał do niego, ale stanowczo rozkazów jego nie wypełniał bez konfirmacyi Kanonika.
— Co to tu on będzie burmistrzował! — mówił, — jać służbę znam... on tak dobrze zostaje pod ordynansem Kanonika jak i ja? W nie swoje rzeczy nosa wścibiać — wara. — No — osoba duchowna. — Zna się uszanowanie, zawsze pomazaniec i kapłan — wszelako jabym wolał, żeby mu gdzieindziej choć probostwo dali, byle go tu nie było. On tu nam porządek psuje i ciągle niby coś nowego chce wymyślać.