Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Pałac i folwark 01.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bie skorupkę katolicką wielce obcisłą, nie czując się obowiązanemi nią do niczego więcej prócz praktyk kościelnych, w życiu nie wiązali się niczem... znajdując, że na to mieli dyrektora sumienia i spowiednika, ażeby ich rozgrzeszał.
Żyjąc po większej części za granicą, bo Skwirscy w kraju mało mieli stosunków, żadnego związku z życiem jego, najwyższą wzgardę dla swych współziomków i największą obojętność na losy kraju i prowincyi, w której niby to zamieszkiwali.
Rodzina składała się z hrabiego, który był sławnym na europejskim turfie sportsmanem, a lubił się włóczyć po świecie, po dworach, po wodach i stolicach...; z samej hrabiny, która miała dwór swój i żyła całkiem osobno w wielkim świecie paryzkim, naostatek z syna piastującego godność szambelana i bawiącego się bez różnicy w domu, za domem, byle zawsze w przyzwoitem towarzystwie duków i hrabiów, figur urzędowych i wysoko położonych. Młodszy syn był jeszcze w jakimś zakładzie OO. Jezuitów w Belgii, zkąd miał na dokończenie wychowania jechać do Londynu i Paryża.
Mimo upodobania w wędrówkach, trafiało się czasami, że któryś z członków dostojnej familii na czas krótki zawitał w ojczyste progi, szczególniej gdy się potrzeba było zaopatrzeć w ten nervus rerum, bez którego się nie podróżuje, nie bawi, a nawet trudno być przyzwoitym człowiekiem... Naówczas pałac zawsze gotów na przyjęcie państwa, stawał na odpowiedniej stopie, służba przywdziewała przepyszną liberyę, następowały polowania, kursa, bale, teatr francuzki, zabawy i rozrywki, o ile na nie nasz kraj bar-