Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/84

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 80 —

Racz wasza Ekscellencja przyjąć od nas obojga zapewnienie szczerej wdzięczności i wysokiego szacunku, z jakim i t. d.

Paolo Gaetani,

pospolicie zwany »Povera Canaglia«, artysta dramatyczny.«
Po przeczytaniu tego listu, musiano raz jeszcze wezwać cyrulika, aby kawalerowi miskę krwi popsutej upuścił. Panowało bowiem naówczas we Włoszech i trwa poniekąd do dziś dnia przekonanie, iż wszystko złe z człowieka z krwią odchodzi.
Zanaro, którego zupełna niewinność ku wieczorowi była dowiedziona, przebaczywszy winy porywczemu kawalerowi, pilnie strzegł jego łoża. Oderwał się jednak od niego na chwilę piątego dnia, aby odwiedzić nieco smutnego Konrada, który zamyślony chodził po swym pokoju, poglądając kiedy niekiedy na stojącego w kącie z nosem spuszczonym biednego Maćka.
Wszedł, mimo olbrzymiego ciężaru, jaki na sobie dźwigał, na paluszkach, drzwi zamknął po cichu, jakby były watowane, odchrząknął miękko i łagodnie, aby nie nastraszyć, a gdy wzrok Konrada padł nań, znalazł na twarzy wyraz ujmującej słodyczy i łagodności.
— Mogęż zapytać o zdrowie? — rzekł z melodyjną intonacją gospodarz. Wasza ekscellencja wydajesz mi się zadumanym, smętnym! nie mógłbym spytać o pobudki tej posępności, na którą, spodziewam się, wesoła nie zasłużyła Wenecja?
Konrad popatrzał nań długo, a przez ciąg tego wpatrywania się, Zanaro starał się wydawać aksamitnym, aby wzrok gościa spłynął po nim, jak najmilsze zostawując wrażenie.
— Nie spodziewam się, rzekł Zanaro, rękę kładąc na sercu, śpiewnym głosem, szukającym drogi do duszy, że zdołam na wasze zaufanie zasłużyć, najszlachetniejszy panie; ale gdybyś mi chciał otworzyć głąb serca twojego, jeżeli się nie mylę zranionego, możeby biedny Zanaro znalazł jakie na utrapienie lekarstwo?
— Skądże wnosicie, że mam utrapienie? — spytał Konrad.
— Oblicze waszej ekscellencji, nieprzywykłe do tajenia uczuć, które wewnątrz się zakradły, zdradza niepdkój. Gdybym śmiał odgadywać jako człowiek doświadczony, a wziął na wagę wiek wasz, gotówbym się domyślić nawet, iż niepokoju przyczyną jest ładna twarzyczka kobieca. — A co, »non é vero?
Konrad się uśmiechnął poważnie.
— Kochany panie Zanaro, rzekł: wy w swoim kraju przywykliście do łatwych i płochych miłostek; my tylko do poważnego kochania raz w życiu!
— Tem-ci gorzej, — odparł Zanaro — co u nas jest chorobą lekką, u was grozi śmiercią. Tem-ci gorzej; potrzeba prędkiego i skutecznego ratunku.
— Ale ja nie jestem wcale zakochany, mówił dalej Konrad.