Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 75 —

cic, ale obywatel wenecki i posiadacz kawałka ziemi należącego do Rzptej.
— Czemże służyć mogę szanownemu panu? — zapytał Konrad.
— Rozmową tylko; przejdziemy się jeno chwilkę po tym placyku, który świeżo przebiegałeś pan w tak miłem towarzystwie. Rozmowa nie potrwa długo; jam wieśniak i człek otwarty.
— Słucham — rzekł Konrad.
— Ciocia Anunziata — odezwał się Sabrone — jest moją krewną po dziadzie; signora Cazita daleką moją powinowatą. Los i dobre imię ostatniej, jak się łatwo domyślicie, wiele mnie obchodzi. Wyraziłżem się dosyć jasno?
— Dla mnie zupełnie dostatecznie, — odparł Konrad. Nie znam dobrze obyczajów waszego kraju, choć do niego należę; ale w czemże mogłem losowi signoriny lub jej dobrej sławie zagrozić?
— Gdyby już groźnego co było, — zawołał Sabrone — mówilibyśmy inaczej. We Włoszech, wy wiecie, lub domyślacie się, nietylko usta, w ostateczności i noże mówić umieją... Nic jeszcze nie grozi; ale... signore Corrandino — szczerze... nie bałamucicie wy mi kuzynki?
— Nie miałem i nie mam tej myśli, odparł Polak. W naszym kraju, w mojej przybranej, drugiej ojczyźnie, w Polsce, mężczyzna stara się poznać kobietę; jeśli mu się podoba, zbliża się do niej przyjęty poszanowaniem; jeśli ją pokocha, oświadcza się; jeśli kochanym jest żeni się. My innych bałamuctw nie znamy.
Wyrzekł to z pewną dumą i zapałem. Sabrone poprawił kapelusz.
— To co innego, — rzekł — jesteście więc na jakim punkcie tej ciekawej historji polskiego kochania?
— W przedmowie, — odpowiedział Konrad.
— A gdy się dzieło nie podoba, myślicie je porzucić? hę?
— Signore Sabrone, — zawołał Konrad — jak się u was żenią? z zawiązanemi oczyma?
— Słuchaj polski szlachcicu, — kładąc mu rękę na ramieniu, odpowiedział Antonio — jam wieśniak i nie dowcipuję; powiem ci wszystko od razu... ja kocham Cazitę, i chcę się z nią żenić.
— Dopowiedzże mi, — rzekł Konrad — czy ona...?
— Ona! ona! — szepnął ponuro Antonio — otóż nie wiem, ale ja sam będąc, mogę mieć nadzieję... Jestem młody, trochę piękniejszy od djabła... i na Madonnę! — dodał gwałtownie — ja ją kocham, ona mnie nie dziś, to jutro pokochać musi.
Signore Sabrone, tej racji nie rozumiem — z przekąsem trochę rzekł Polak.