Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/61

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 57 —

Ledwie skończyli »brodo«, na którego pochwały wysilił się sam gospodarz, bo w istocie on sam tylko mógł je chwalić, Magdalenka pochyliła się ku Konradowi i szepnęła:
— Nie byliście na Lido?
— Ja! dotąd nie...
— Czekają was tam z rybą... — zaczęła się śmiać — ciocia Anunziata...
Konrad się zarumienił.
— Kapitan Zeno! — dodało dziewczę.
— Szczerzem im obowiązany.
— I nikt więcej! — zawołała Magdzia.
— A! — rzekł Konrad.
— Tak! tak! ktoś trzeci to się może na was gniewa.
— Na mnie? — spytał Lippi — za co?
— Ja to tam tego nie wiem... — szepnęła dziewczyna.
I zamilkli — i po chwili znowu Magdusia się ozwała:
— Widziałam śliczny różaniec...
— O! niepiękny, — przerwał Konrad pomieszany...
— Jakże wiecie, kiedyście go widzieć jeszcze nie mogli? — odparła żywo Magdalenka, zaczynając się śmiać. — Mylicie się, mylicie... to różaniec z konch morskich i korali przeznaczony dla kogoś; ale nie wiem dla kogo...
— Filut dziewczyna! — pomyślał Konrad.
W tej chwili mimowolnie oczy zwróciwszy dostrzegł jak signora Zenobia, która bardzo żywą wiodła rozmowę z cavalierem Gerardim, ręką w tył zwróconą od księcia di Ponte-Vecchio, patrzącego zawsze na sufit, brała wciśnięty jej nader zręcznie bilecik. Przypomniało mu to, że był w kraju intryg i zdrad niewieścich, i postanowił się mieć na baczności, ale to nie przeszkadzało nader ostrożnie po południu popłynąć na Lido.
Sądził, że tego obowiązku grzeczności względem kapitana Zenona dopełnić wypadało.
Magdusia, której oko manewr bilecikowy dostrzegło także, poczęła się bardzo śmiać, chwyciwszy chusteczkę do ust; ale śmiech złożyła na przypomnienie jakieś niewczesne.
— Spodziewam się, — szepnęła sąsiadowi — że pan nie wydasz tajemnicy?
— A wy? — odparł Konrad.
— Jabym to może zrobiła, gdyby... gdyby mi się to na co przydać mogło, — szepnęła po cichu — ale muszę czekać dwa lata. Tak mówi ojciec i matka, mam dopiero czternaście... ale skończonych... więc cóż mi to szkodzi!
I pusta dziewczyna popatrzała na Konrada, kładąc palec na ustach.