Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/59

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 55 —

Szewc otarł czoło i oczy...
— Toście wy też z Polski? — spytał węgrzynek.
— A jużcić! — odpowiedział szewc, — alem nie od dziś wywędrował, a wypchnęło mnie nieszczęście... Z którychże wy to stron?
— Od Poznania.
— A jam od Krakowa, moje dziecko... od tego starego dziaduszka naszego, nad którym Wawel na straży stoi, kędy mogiły Wandy i Krakusa... jużem ja tu lat dwadzieścia na tych Włochach, i mowęm zmienił, i wrosłem tu, i nawykłem, a gdy zasnę, to mi się śni Hejnał z marjackiej wieży i śpiewa w duszy... aż płaczę... Oj! nie daj Boże włóczyć się po obcych i cudze kąty wycierać!
Maciek stał i słuchał, i jemu to znowu jakby snem się zdawało... byłby się też zasłuchał może nie wiedzieć dopóki, gdyby nie przypomniał, że pan od stołu powrócić może, i jego i klucza nie znaleźć.
Przyznał się tedy zaraz panu Jakóbowi, który z kołka wziąwszy starą wytartą aksamitną, spłowiałą kurtkę, rzekł:
— Choćbyś i trafił do Malty, ja cię na Rivę przeprowadzę, aby znowu nie opadli te zbóje... A pilnuj się mi chłopcze, i sam nie chodź, bo cię tu co złego spotka.
Domawiał tych wyrazów szewc, gdy przez drzwi z głębi wyjrzała kobieca główka. Węgrzynkowi się w oczach zaćmiło, taka była piękna. Nic nie widział, jedno parę czarnych źrenic ogromnych, i śmiejące się białemi zębami usta, ale te ząbki go od razu za serce pochwyciły.
Szewc, jak tylko spostrzegł ciekawą, tupnął nogą i począł łajać po włosku.
— A nie pójdziesz ty mi precz! szatanie ty jakiś! a czego to tu wyglądasz? a co tu ciekawego? Schowaj ty mi się zaraz, a prędko, bo kułakiem napędzę.
Maćkowi serce mdlało, a wpatrzył się w nią i ona w niego tak, że Jacopo nierychło potrafił przepędzić niebożątko.
— O mój dobrodzieju! — krzyknął Maciek, gdy znikła — a cóż to za śliczne dziewczątko! a cóż to za malowana twarz!
Szewc milczał niby głuchy.
Niestety! była to córka jego Marietta, o którą w ciągłym był i tak niepokoju. Przybyło mu kłopotu. Czuł, że to spotkanie bez kozery nie będzie.
— Co ty tam po kątach patrzysz? — zawołał co ci tam po dziewczętach, hę? jeszcześ wąsa nie dostał; ot zabieraj się ze mną.
— Ale proszę pana majstra, kto to taki? — nalegał Maciek.
— Kto? — odparł szewc, — podnosząc na niego oczy — królewna neapolitańska... a teraz chodź!