Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 48 —

ksandretty, lub do Trypolisu... A choćby kto tu i okręt, i kapitana sobie wybrał, w czembym ja mu mógł być pomocą, któż zaręczy, że Aleksandrji, Cyprze, Aleksandrecie, gdzie się drugi Zanaro nie znajdzie, równie trafi szczęśliwie?
— Dość powiedzieć, dodał cicho gospodarz — iż ktokolwiek się w tę drogę wybiera, — bez testamentu nie jedzie. Z Turkami i Maurami nie ma żartów, a choroby i wypadki po ludziach chodzą, nie po kamieniach... Żegna się ze światem, kto na okręt siada... spowiedzią i wiatykiem opatruje.
— O! — rzekł Niemiec doktór, uśmiechając się niedowierzająco, — przecięż tylu przynajmniej powraca ilu ginie, signor Zanaro?
— A może więcej ginie niż wraca! — odparł znacząco »il gran ladronne«. — Ale ponieważ zacząłem już o tem, spodziewam się, że mi dokończyć dacie, jeśli signorinę — grzecznie zwracając się do Zenobji dodał — nie nudzi ten przedmiot.
— Owszem, i ja jestem ciekawa, — odpowiedziała Boccatorta; — mówcie.
— Najprzód tedy podróżny musi się ztąd o pozwolenie wyruszenia w pielgrzymkę starać u legata Stolicy Apostolskiej; jest bowiem anathema rzucone na tego, ktoby wyjechał nie dopełniwszy tej formalności.
— A toż z jakiego powodu? — zapytał Niemiec.
— Powód bardzo ważny, rzekł Zanaro: bo legat najprzód potrzebuje, aby mu okazał podróżny najmniej sto czerwonych złotych. Trafiało się bowiem, że się zapędził ubogi, za którego ksks. Franciszkanie musieli potem w Jerozolimie i Ramie opłacać haracz należny... a są to księża z jałmużny żyjący i wielkim to dla nich było ciężarem.
— A! — zawołał Niemiec.
— Dalej następuje — mówił Zanaro — ważna, nader ważna sprawa, w której bez gospodarza ruszyć się nie można: wynajęcie statku do Cypru lub Aleksandretty. Nie obmawiam nikogo — szeptał, zniżając głos, — ale kapitanowie trafiali się i tacy, co nabrawszy dobry ładunek ludzi, potem go niewiernym sprzedawali, będąc z nimi w zmowie i jakby przez korsarzy napadnięci wśród morza...
— O! — przerwał cavaliere Gerardi — toby było ohydne.
— To w istocie okropne, szkaradne, niegodne imienia chrześciańskiego! dodał Zanaro; ale tyle poczwar chodzi i pływa po świecie!... Jeśli się tej tragedji uniknie — mówił dalej wzdychając — pocznie się tedy zdzierstwo w Jaffie, dla różnej starszyzny tureckiej, dla Mucharów, i w Ramie, w Jerozolimie, poczną przyczepki, zasadzki, niebezpieczeństwo moru, kłótni, napadu... a za nicże liczycie długą nawigację i życie nędzne na statku?...