Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 35 —

— Jak to? cóż w tem może być złego? — przerwała Cazita smutnie prawie. Ofiarował mi go przy ojcu, ojciec przyjąć dozwolił, wszelkie formalności zachowane... cóż złego?
— Czyż nie wiesz — dodała ciotka — że rzeczy świętych kawaler kobiecie dawać nie powinien, bo one są złą przepowiednią!
— Złą przepowiednią!!... — blednąc powtórzyło dziewczę. — Ani ja, ani on o tem nie wiedział pewnie.
I stanęła zamyślona.
— E! ciotko Anunziato, — rzekła po chwili — źli to ludzie wymyślili te niedorzeczności; czyż może być co złego w tem co święte i pobożne? Jużcić szatan nie mógł zamknąć się w bursztynie, tak jak w nim czasem komary i muchy bywają zalane...
Ciotka potrząsnęła głową.
— Kto tam zbada biedną ludzką głową, dla czego jedno złe oznacza, a drugie dobre wróży? czemu pogodny zachód dla żeglarza czasem burzę zwiastuje, a chmurny ranek dzień pogodny?
— Otóż ja się mojego różańca nie boję! — zawołała Cazita, — i całując krzyżyk szepnęła — Odtąd na innym się modlić nie będę...
I zarzuciwszy go sobie na szyję, dobyła zwierciadełka.
— Jest mi z nim bardzo ładnie! — rzekła — patrz Anunziato!
— A w czemże tobie nie pięknie, póki masz te lata! — mówiła stara. — Skomponuj co takiego, aby mnie w tem było pięknie, to dopiero sztuki dokażesz...
— Cazita parsknęła śmiechem, i na tem się skończyło.
Szybko po zachodzie słońca noc zaczęła zapadać ciemna, gwiaździsta, a coraz chłodniejsza... Zwinięto trochę żagli, podwojono ostrożności, odsunął się statek nieco od brzegów, zapalono w izdebce lampę przed Madonną, niektórzy z podróżnych powoli zaczęli się zabierać do snu.
Cazita rzuciła się na swe poduszki, wieczorną zmianę stroju poczynając od włosów i klejnotów, któremi była obwieszona.
Powoli pokład, dosyć ożywiony we dnie, stawał się coraz cichszym; snuli się po nim tylko majtkowie, przechadzał kapitan doglądając, czuwał sternik u rudla, reszta nie lubując się w pięknej nocy, którą księżyc miał za chwilę rozjaśnić i uczynić przezroczysto-srebrną, kładła się spać, gdzie kto stał. Turcy na swych skórzanych poduszkach i kilimkach już drzemali; inni też podobniejsi byli pozawijani w płaszcze do martwego pakunku, niżeli do żywych ludzi. Żegluga tak się zdawała bezpieczną,