Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/134

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 130 —

cie! — zawołała z błyszczącemi oczyma natchniona. Ja wiem wszystko od dawna, widzę, choć mi nikt nie mówił; wy sądzicie, że statek się rozbił, że ojciec utonął, wam to mówili ludzie, a wy uwierzyliście ślepi... To fałsz! On żyje... ale przebywał i przebywa ciężką dolę,.. Był raniony, topiony, o mało nie utracił życia... wszystko zwyciężył, ażeby do mnie powrócić. Ten, który był sprawcą nieszczęść jego, pierwszym ich powodem, — znajduje się tu w Wenecji. Czuję to... sprawiedliwość nie minie, powloką go na Piazettę... i głowę mu utną.
— Kochana moja — przerwał jej Konrad prawie ze strachem — ty marzysz, tworzysz sobie sny i widziadła, łudzisz się niemi, życie spędzasz w tych urojeniach, nabijasz sobie niemi głowę...
Cazita tęsknie zbliżyła się do niego i pocałowała go w czoło.
— Nie broń mi — szepnęła, nie gniewaj się na mnie, bądź cierpliwy... przekonasz się, czem jest serce córki i jak silnym węzłem wiąże miłość dziecięcia. Bądź dla mnie tak dobrym do końca jak byłeś.
Konrad zamilkł pokonany, ale ciotka gderać zaczęła.
— Już pewnie rodzona matka nie kocha mocniej córki, niż ja ciebie... Taiłam przed tobą wszystko, chcąc cię przygotować... ale nie czas się łudzić... Ojciec twój nie żyje... statek się rozbił... Jeden z jego majtków ocalał tylko... jest tutaj.
— Który? gdzie? — szybko zawołała Cazita. — Pokażcie mi go... potrzeba uwięzić, to zbójca!
I Konrad, i Anunziata zdziwili się gorącości, pewności, z jaką to mówiła. Cazita niezlękniona bynajmniej, stała drżąca tylko niepokojem, aby się jej ten człowiek nie wymknął... O ojca zdawała się być spokojną.
Napróżno teraz starali się już całą przed nią odkryć prawdę... miała przeczucie, widzenie, jakąś pewność, której nic zachwiać nie mogło, Konrad zaledwie potrafił jej wytłumaczyć, że żaden sąd w świecie na snach opierając się, majtka ocalonego do odpowiedzialności pociągnąć nie mógł. Cazita zamilka wreszcie, palcem pokazując niebo.
— Bóg sprawiedliwy — zawołała — zobaczycie, ja więcej wiem od was... ja widuję ojca we śnie, codzień mam wiadomość o jego zbliżaniu się do nas... on jedzie i lada chwila tu stanie... jam pewna...
Nie chciała słuchać nic więcej nawet. Ciotka Anunziata trochę słaba i przesadna, uczuła się zachwianą i gotową już uwierzyć w te przeczucia i widzenia... zamilkła. Konrad postanowił też zostawić wszystko czasowi.