Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Półdjablę weneckie.djvu/114

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 110 —

opuszczać dom, kraj, rodzinę? a uchowaj Boże, by się jej co stało... dobrzeby mu było nosić trupa na sumieniu? Wstydź się stary, zmów pacierz i uspokój się, a za grzech porywczości powtórz po pacierzu siedm razy: Bądź wola Twoja...
Pukało zmiękł, proboszcza w ramię pocałował, łzę otarł, i mrucząc wyszedł z plebanji...
Piękna była noc wiosenna, a w krzewach ogrodowych na zabój śpiewały słowiki... W dali słychać było szum fali jeziora, jakby ruch kołyski, co dziecinę usypia... Wiało zewsząd wonią młodości, kwiatami, liśćmi, trawami... a świat ten wyglądał tak cudnie, że Pukale aż się na płacz zebrało.
— I taki to mając kąt własny, trzeba im się tłuc po obcym świecie!...
Z cicha wlókł się po pod ogrodowym parkanem. Księżyc pasami z pomiędzy drzew starych smugami światło po darniach rozrzucał, a wysokie topoli wierzchy w ciemnych kędyś tonęły niebios błękitach... W krzakach ledwie się liść ruszył niekiedy, taki był spokój i cisza. Dalifur poglądał w ten ogród; wyobrażał sobie jak w nim obcy gospodarzyć będą, i żółć mu się burzyła. W tem stanął. Na ławce pod kasztanami zobaczył siedzącego Konrada, który głowę ująwszy w dłonie, żegnał się ze swoją siedzibą. Wśród ciszy wieczoru, Pukało dosłyszał ledwie pochwyconego jęku, i żal mu się zrobiło znowu tego człowieka jak własnego dziecka. Przeszedł na palcach szanując tę chwilę boleści; a gdy minął kasztany, rzekł w sobie:
— Mea culpa!... cóż mnie staremu narzekać, kiedy on cierpi! Mnie ulżyć mu ciężaru, a nie dodawać go jeszcze... Stań się Twa wola Panie... Pukało wiernym będzie do ostatka sługą... a płakać zawsze czas i potem, dodał w duchu.
Gdy już do wyjazdu rozkazy były wydane, odżyła biedna Cazita: teraz wszystko jej było piękne, weselem ożywiła się twarz, błysnęły oczy, uśmiechnęły się usta, rzuciła się na szyję Konradowi.
— Corradino mio, angelo caro! tyś dobry, tyś kochany, tyś święty!
I z wielkiego wzruszenia do nóg mu padła.
— O! tak! ja czuję, jam ciebie niewarta! zawołała. Ja nie miałam siły tak ci wszystkiego poświęcić, jak ty mnie; jam biedne słabe dziecko! grzesznica! jam rozpieszczona jedynaczka... Ty mi przebacz! jabym tu była umarła i to powietrze mnie dusiło, zabijało. I ojciec! ojciec! ja jednego w świecie mam ojca, a on tyle mnie kochał i on tam ginie z tęsknicy po niewdzięcznej... Tylko mnie dowieź do niego, niech ja go zobaczę,