Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chu, tylko nie mianujcie mnie tu w gospodzie po nazwisku, dodał cicho.
— No, no, będę się starał, Panie Hreczyno. A interess Wasz do kamienicy naszéj —
— Tomiło szepnął mu na ucho. —
— Czarne oczy!
— Co? oczy? jakto oczy?
— Miłuję tam u Was w fraucymerze Xiężnéj jedną dziewczynę i chciałbym ją zobaczyć —
— Powiedzciéż no tylko jaką — rzekł Brożek śmiéjąc się, ja znam je wszystkie. Posyłają mnie raz wraz, to za tém, to za owem na miasto. Jak jéj imię? —
— Jak imie? podchwycił Tomiło skrobiąc się w głowę — Ale bo Wy nie pijecie P. Brożek. Do Was. —
— Zdrowie Wasze Panie Hreczyna!
— Cyt, z tém nazwiskiem!
— Prawda, prawda! A jak jéj imie?
— Zgadujcie!
— Ale ba, tam ich kopa tych panien, a wszystkie jak łątki — kto zgadnie, która Wam w oczy wpadła. —