Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
192

czart. Y ſtało ſye, yż ſie układli razem, a ſpali w grzechu. A ona niewyaſta rzekła.
— Gdyby mąſz a pan móy powrócił, zabijłby mnie.
Y rzekł on ſwiąthy;
— Nie bóy ſie, boć nie przybedzie, a gdyby przybył, ja cje obronie. Y w tem poſpali ſie twardym ſnem.
Aż oto ſtuk ſie zrobił wyelki y ſwyatło ocykaiąc ſie uyrzeli przed sobą, a nad łożem ſtał mąſz oney białogłowy krzycząc a wywijając mieczem. On ſwiąty ze ſnu porwawſzy ſie ſzukał czemby ſie bronił, aż napadł topor pod ręką i tym machaiąc na obie ſtronie, tak ſie mężnie potykał, yż ciąwſzy przez głowe