Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Ostatnia z xiążąt Słuckich Tom 3.pdf/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

rotazapomniała o sobie, myślała tylko o skutkach wojny, któréj się przyczyną uważała.
Powstała na widok stryja i pozdrowiła go w milczeniu. Spójrzał na nią Kasztellan i przez bladość i znużenie dojrzał radości w sercu.
— Radziwiłłowie, nie śmieli się wczoraj do Was odezwać, rzekł — wzywałem ich.
— Wzywaliście? spytała Zofja.
— Tak, wzywałem ich przed Was, abyście sami wyrzekli, macie li skłonność dla Xięcia Janusza lub nie. Byłem pewny, że nas nie upokorzycie. Nie chcieli jednak stawić się i nie śmieli zdać się na Was.
Xiężna westchnęła i zamilkła.
— Zwątpił i on o mnie, rzekła w duchu i słusznie.
— Cóż teraz poczniecie i co ja począć mam? spytała.
— Spokojnie, zdawszy się na wolą Bożą i opiekunów czekać końca — Wszystko rokuje pomyślny. Radziwiłłowie przekonawszy się o niepodobieństwie o szkaradzie takiéj wojny, rozpuszczą żołniérza, zdadzą się na przyjaciół, nachylą do zgody. W. X. Mość, dodał,